Ta strona internetowa używa ciasteczek.

Prywatyzacja polskich stoczni stoi w miejscu

Zgodnie ze zobowiązaniem polskiego rządu wobec Komisji Europejskiej Stocznia Gdynia powinna być sprywatyzowana do końca czerwca br. – Czerwiec minął, stocznia nie jest prywatna. Pomimo wcześniejszych deklaracji, rząd nie podjął wystarczających działań, by skutecznie zrealizować obietnice złożone Komisji i doprowadzić do prywatyzacji – uważa dr Tomasz Teluk, dyrektor Instytutu Globalizacji.

Od jesieni 2006 roku Ministerstwo Skarbu Państwa jako właściciel nie prowadzi rozmów z inwestorami. Również od jesieni nie podejmuje decyzji o dokapitalizowaniu przedsiębiorstwa, od którego inwestorzy uzależniają swoje oferty kupna. Ostatnie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, które miało przynieść podwyższenie kapitału o 515 mln zł odłożono na lipiec. Ile czasu minie od politycznej decyzji do momentu przekazania pieniędzy na stoczniowe konto – również nie wiadomo.

Tymczasem światowi armatorzy budują coraz więcej statków, gdyż mamy fantastyczną koniunkturę. Ceny statków wciąż rosną, tak samo jak rośnie popyt na kolejne jednostki do obsługi przewozów z Azji. Z tej hossy nie korzysta Gdynia, najnowocześniejsza stocznia w Polsce, zatrudniająca światowej klasy specjalistów. Zamiast rozwijać się, czeka na decyzje Ministerstwa. Czekają inwestorzy, którzy chcą przekazać pieniądze na rozwój, ale już nie na spłatę zobowiązań publicznoprawnych, które powstały pod zarządem państwowego właściciela. Czekają poddostawcy i podwykonawcy, dla których zaangażowanie w biznes stoczniowy z każdym dniem staje się coraz bardziej ryzykowne. Czekają związki zawodowe, które, w odróżnieniu od wielu państwowych zakładów, również popierają szybką prywatyzację. Wreszcie, według badania TNS OBOP, na prywatyzację czeka 68% Polaków.

Decyzja Ministerstwa o dokapitalizowaniu i zlikwidowaniu starych długów ma kluczowe znaczenie dla procesu prywatyzacji. Firma musi być oddłużona, ponieważ taki jest warunek inwestorów, którzy chcą inwestować w rozwój a nie spłacać rachunki przeszłości. Do zamknięcia prywatyzacji w czerwcu 2007 rząd zobowiązał się przed Komisją Europejską. Brak prywatyzacji oznacza konieczność zwrotu pomocy publicznej, co jest równoznaczne z upadłością całego przemysłu okrętowego. Według szacunków Instytutu Globalizacji koszty upadłości mogą sięgnąć co najmniej 10 mld złotych.

Już od długiego czasu Rada Ministrów nie podejmuje istotnych decyzji mogących uratować stocznię, która jest miejscem pracy dla 7000 ludzi. Zapowiadaną na 25 czerwca decyzję o dokapitalizowaniu, z którą wielu ludzi wiązało ogromne nadzieje, znowu odłożono na lipiec. Trzeba pamiętać, że sprawa prywatyzacji jest przedmiotem rozmów rządu z Brukselą już od ponad dwóch lat. W tym czasie ministrowie poczynili niewiele konkretnych działań, które umożliwiłyby prywatyzację. Indolencja rządu powoduje, że Polska nie dotrzymała czerwcowego terminu sprzedaży przedsiębiorstwa.

Rynek liczy na wyrozumiałość Komisji Europejskiej i jej zgodę na przedłużenie terminu prywatyzacji. Jednak cierpliwość Brukseli w stosunku do Polski może się wyczerpać i zakończyć decyzją o nakazie zwrotu pomocy publicznej. Ten scenariusz może skutecznie zablokować polski rząd, jeśli jak najszybciej zatwierdzi dokapitalizowanie zakładu i sprzedaż firmy prywatnemu inwestorowi. Mechanizmy wolnorynkowe pozytywnie zweryfikowały już możliwości stoczni – statki z Gdyni z powodzeniem konkurują z produkcją azjatycką i są cenione na świecie. Teraz czas na dobre dla Polski decyzje rządu.

Informacja prasowa (PDF)